sobota, 5 marca 2016

Chapter Fifth ' He was an ordinary asshole '

Minęło 5 dni. Alisha nie widziała Tomlinsona, od kiedy zdarzył mu się nieprzyjemny wypadek pod jej oknem. Dziewczyna pomyślała, że wróciił do Londynu, co dla niej byłoby idealnym czynem z jego strony. Przewracając kolejną kartkę, słuchała jak jej rówieśnicy grają kolejną scenę.
- Dobrze, bardzo dobrze! Jeszcze tylko trochę więcej uczucia w to co mówicie i będzie idealnie!
- Pani Plump? - odezwała się blondynka - Kto będzie moim partnerem w przedstawieniu?
- Och, chodzi Ci kto zagra rolę Travisa? Mamy już kandydata! Ale poznacie go dopiero w poniedziałek - powiedziała podekscytowana nauczycielka - Na dzisiaj to koniec. Możecie iść do domu.
Dziewczyna wpakowała pliczek kartek do torby i zeskoczyła ze sceny. Poczuła wibracje w tylnej kieszeni. Spojrzała na ekran i wywracając oczami nacisnęła zieloną słuchawkę.
- Witam.
- Nie.
- Zdążyłem się tylko przywitać - usłyszała śmiech po drugiej stronie urządzenia.
- Cokolwiek chcesz, moja odpowiedź brzmi nie - powiedziała pchając drzwi od sali teatralnej.
- Alisha. Ostatni raz. Będę jedynym bez dziewczyny!
- To po prostu tam nie idź, to na prawdę nie jest takie trudne. Poza tym, będzie tam pełno dziewczyn.
- Dobrze wiesz, że muszę tam być. No i chcę mieć jakieś swoje towarzystwo.
- No tak, jeden z najlepszych musi się pokazać.
- Ostatni raz, proszę... - dziewczyna głośno westchnęła - Wiedziałem, że się zgodzisz! Będę pod Tobą o 19. Ubierz się ładnie.
- Zayn! - krzyknęła do telefonu, jednak w odpowiedzi usłyszała tylko trzy, krótkie dźwięki, oznaczające zakończenie połączenia. Warknęła pod nosem i schowała telefon z powrotem do kieszeni.
- Alisha! - krzyknęła brunetka machając w stronę dziewczyny.
- Hej.
- Dzwonił Zayn? - spytała podając niebieskookiej butelkę z sokiem pomarańczowym.
- Dzwonił. Powiedział, że to ostatni raz.
- Zaczął się sezon. Będzie fajnie - powiedziała dziewczyna szturchając ją przyjaźnie ramieniem.
- Czy ja wiem... - westchnęła siadając na przystanku.
- Ja wiem! Jadę do Ciebie wybieramy ciuchy i idziemy się zabawić! - krzyknęła rozweselona Jane robiąc jakieś dziwne ruchy. Możliwe, że niektórzy nazwaliby to tańcem... Jednak to nie było to.
*~~*~~*~~*~~*~~*~~*
- Tylko mi coś pobrudź - warknął chłopak do Alishy, która odpalała papierosa w jego samochodzie.
- Czy mi się zdaje, czy to ja z dobroci serca zgodziłam się z Tobą tam pojechać? - spytała blondynka podając zapalniczkę Jane siedzącej z tyłu.
- I tak wiemy, że chcesz tam być.
- Nie chcę, na prawdę. Wolałabym oglądać filmy w domu. A dziś leci Tom Cruise - powiedziała robiąc przygnębioną minę - Tom Cruise ludzie! Ja odrzucam Toma Cruise'a! - dodała głośno wzdychając.
- Jutro obejrzysz sobie powtórkę - powiedział Zayn puszczając do niej oko. Usłyszeli głośną muzykę. Są na miejscu. Chłopak zaparkował koło jednego z samochodów i odpiął pasy. Alisha wyszła z samochodu i wyrzuciła peta, następnie przygniatając go butem. Obok niej pojawiła się Jane opierając się o tylne drzwi auta.
- Nie mów, że Ci tego nie brakowało - powiedziała z uśmiechem. Alisha rozejrzała się dookoła i zamykając oczy, głośno wciągnęła powietrze. Byli na obrzeżach miasta. W tej dzielnicy nie mieszkał prawie nikt ze względu właśnie na nich. Dziewczyna ponownie otworzyła oczy. Nic się nie zmieniło. Samochody stały po prawej stronie ulicy, po drugiej natomiast znajdowało się centrum spotkań. Opuszczony, do połowy rozwalony budynek. Właściwie, był to sam parter bez dachu w pewnych miejscach i niektórych ścian. Ważne, że idealnie nadawał się do imprez tego rodzaju. Jakich? Wyścigi. Najlepsi kierowcy z całego miasta, zjeżdżali się właśnie tutaj. Najlepsze ulice, najlepsze widoki, najlepsze nagrody.
- Może trochę - odpowiedziała z uśmiechem i zamknęła drzwi. Udali się w stronę budynku.
- No najwyższa pora! - powiedział z wielkim entuzjazmem Cris, 'jeden z najlepszych' - Już myślałem, że nie dotrzecie - dodał zatrzymując wzrok na blondynce - Alisha.
- Chris - rzuciła, a chłopak zilustrował ją od stóp do głów. Miał się odezwać, jednak głośny warkot silnika zagłuszył wszystkie inne. Dziewczyna odwróciła się w stronę dźwięku. Nie, nie, nie, nie. Samochód się zatrzymał. Alisha przeklnęła pod nosem.
- Co on tu robi? - spytała chłopaka.
- Chyba znasz odpowiedź na to pytanie, złotko - odpowiedział i cwaniacko się uśmiechnął. Z samochodu wyszedł szatyn i zaczął się po kolei z każdym witać. Dziewczyna odeszła od grupki i udała się po piwo. Wzięła kubeczek i gwałtownie się odwróciła wylewając z niego prawie całą zawartość.
- Co za dużo to nie zdrowo - powiedział z uśmiechem chłopak.
- Miałeś być w Londynie - warknęła.
- Nie powiedziałem, że wyjeżdżam.
- Kazałam Ci wyjechać.
- I serio myślałaś, że Cię posłucham? - spytał kpiącym głosem - Nie tym razem, bunny - dodał szeptem wprost do jej ucha.
- Bunny? - spytała - Minęły wieki, Tomlinson.
- Zawsze byłaś i będziesz króliczkiem - powiedział powoli odchodząc - Idziesz? Zaraz się zacznie. Chciałbym zobaczyć jak mi kibicujesz.
- Kibicujesz? Chyba kibicujemy - powiedziała go doganiając.
- Fakt. Ty mi tam... - oznajmił wskazując na tłum ludzi znajdujących się przy ulicy -... a ja sam sobie w duchu - dodał pokazując idealne, białe zęby. Dziewczyna złapała go za ramię.
- Nie jedziesz - powiedziała twardo.
- Bo?
- Bo mi obiecałeś, że więcej nie wsiądziesz za kółko tego pieprzonego samochodu i nie będziesz się nim ścigał - powiedziała głośniej wskazując na znajome jej auto.
- Kiedy go wybierałaś, to Ci się bardzo podobał - powiedział z cwaniackim uśmiechem - Spokojnie mała, nie będę jechać tym samochodem - dziewczynie trochę ulżyło na sercu, jednak wyczuwała gdzieś jakiś podstęp - Jadę Chrisa - dodał z lekkim śmiechem. Alisha powoli wciągnęła powietrza. Gdyby zabójstwo nie było karalne, Louis Tomlinson już dawno by nie żył. A na nagrobku widniałby napis: zginął śmiercią męczeńską, bolesną, bo był zwykłym dupkiem.
- Trzymaj kciuki Ali - powiedział dając jej buziaka w czoło - Wybierz sobie jakieś dobre miejsce - dodał puszczając oczko. Wsiadł do samochodu Chrisa i powoli ruszył na linię startu. Dziewczyna podeszła do Jane dając jej kubeczek z piwem i szybko pobiegła do stojących w szeregu aut.
- Co ona robi? - spytała zdziwiona brunetka.
- Chyba... będzie się ścigać - powiedział niepewnie Zayn. Alisha przebiegła między samochodami docierając do auta Chrisa. Weszła do środka i wygodnie się rozsiadła.
- Co ty robisz? - spytał zdziwiony i lekko przerażony Louis.
- Kazałeś mi wybrać dobre miejsce - oznajmiła i zapięła pas - lepszego raczej nigdzie nie znajdę.
- Wysiadasz, natychmiast - powiedział odpinając pas blondynki, lecz dostał tylko od niej po rękach.
- Zostaję.
- Ty nie lubisz szybkiej jazdy, tym bardziej takich wyścigów.
- Zawsze trzeba próbować nowych rzeczy, inaczej życie byłoby nudne - wzruszyła ramionami.
- Uwaga! Wszyscy gotowi? - usłyszeli głos z megafonu.
- To niebezpieczne, wysiadasz - powiedział stanowczo chłopak.
- Do jasnej cholery nie! Jeżeli już masz jechać to albo ze mną, albo nie jedziesz w ogóle - powiedziała patrząc mu w oczy. Zatrzymała się w nich na chwilę. Piękne, cyjanowe tęczówki nie straciły swojego blasku. Wydawałoby się, że są jeszcze jaśniejsze, niż przedtem. Chłopak głośno westchnął i wywrócił oczami. Usłyszeli odliczanie. Zbliżały się ostatnie sekundy.
- Wiedziałam! Wygra...- dziewczyna nie zdążyła dokończyć, gdyż samochód gwałtownie ruszył, a ona została wbita w fotel. Nie takiej sytuacji się spodziewała.
- Co ty robisz? - spytała z lekkim przerażeniem.
- Jadę - odpowiedział ze śmiechem chłopak - Myślałaś, że nie ruszę. Oh Ali, Ali... Za duża stawka, żebym rezygnował - dodał robiąc ostry zakręt.
- Matko, zabijesz nas! - histeryzowała.
- Mogłaś nie wchodzić do samochodu!
- Byłam pewna, że ze mną nie ruszysz!
- Dziesięć tysięcy, mała.
- To będzie mój dzień zgonu - powiedziała dziewczyna wpatrując się w drogę. W odpowiedzi usłyszała tylko głośny śmiech Louisa.
- Nie śmiej się! Jeżeli to przeżyjesz, to zapłacisz za mój pogrzeb.
- Dobrze wiesz, że jestem na prawdę bardzo dobrym kierowcą. Nie ma szans, żebym nas pozabijał.
- Zawsze są szanse. Ktoś na złość mógł Ci przeciąć przewody w samochodzie, hamulce przestaną działać, przebijesz oponę, wpadniemy w...
- Ali! - krzyknął szatyn. Dziewczyna podskoczyła lekko ze strachu w górę i wbiła przerażony wzrok w twarz chłopaka. Louis jedną ręką kierował, a drugą chwycił dłoń blondynki. Położył ją na skrzyni biegów, a następnie przykrył swoją - Nie zabiję nas - powiedział patrząc jej w oczy, lecz szybko zaprzestał to robić i skupił się na drodze. Dziewczyna zabrała dłoń i próbowała się uspokoić. Została jeszcze połowa trasy.
- Błagam żebyśmy przeżyli, błagam żebyśmy przeżyli, błagam żebyśmy przeżyli...
- Mówiłem, że nas nie zabije - jęknął chłopak.
- Wiele rzeczy mówiłeś i jakoś na dobre Ci to nie wyszło. Błagam żebyśmy przeżyli... - kontynuowała.
- Nigdy więcej wyścigów z babą w samochodzie. Nigdy więcej - powiedział chłopak głośno wzdychając.
Dojechali na metę jako pierwsi, co oznaczało, że Tomlinson wygrał wyścig. Kiedy pojazd się zatrzymał blondynka jak najszybciej wyszła z samochodu. Podeszła do wiwatującej Jane i zabrała jej kubeczek z piwem. Wypiła całą jego zawartość.
- Od kiedy polubiłaś szybką jazdę? - spytał Zayn.
- Nie polubiłam i uwierzcie, raczej nie polubię - powiedziała i skierowała się po następne piwo. Trzy następne kolejki wypiła w rekordowym czasie. Kiedy chciała sięgnąć po następny kubeczek z alkoholem, ktoś złapał ją za dłoń.
- Jej już wystarczy.
- Ja chcę jeszcze jeden! - powiedziała oburzona dziewczyna.
- Nie ma mowy - usłyszała zdenerwowany głos chłopaka, na co głośno się zaśmiała.
- Ty? Ty mi będziesz rozkazywał? - spytała, próbując się wyrwać z uścisku szatyna, który prowadził ją do swojego samochodu.
- Tak - warknął. Dziewczyna ponownie się zaśmiała.
- Myślisz, że co? Że będziesz mi rozkazywał, a ja będę się Ciebie słuchać? - spytała i wybuchła głośnym śmiechem - Puść mnie. 
- Nie - powiedział chłopak szarpiąc ją za ramię.
- To boli Tomlinson.
- Nie będziesz piła więcej alkoholu tylko po to, żeby się uspokoić po wyścigu. Nie powinnaś w ogóle pić. A teraz wsiadaj - warknął i wepchnął ją na siedzenie. Dziewczyna pomimo tego, że była pijana, kontrolowała prawie wszystko to, co mówi i jak powinna się zachować.
- To boli do cholery! - krzyknęła, jednak chłopak trzasnął drzwiami, usiadł na miejscu kierowcy i odpalił silnik.
- Nie chce nim jechać - powiedziała cicho blondynka. Chłopak spojrzał na kruchą sylwetkę dziewczyny. Trzymała się jedną ręką za ramię, które jeszcze kilkanaście sekund temu ściskał chłopak. Głos jej się łamał, jakby miała zaraz wybuchnąć płaczem, lecz jej oczy temu zaprzeczały - Odór pieprzonej na tym miejscu Meredith doprowadza mnie do mdłości - dodała patrząc przed szybę. Na twarzy chłopaka zawitało zdziwienie. Skąd ona o tym wiedziała? Oparł dłonie na kierownicy i powoli ruszył.
- To raczej sprawka Twoich czterech piw.

*~~*~~*~~*~~*~~*
A więc jest i piąty rozdział. 
Nieobecność, spowodowana była brakiem internetu.
Jednakże martwi mnie ilość komentarzy pod rozdziałami, a jak sami wiecie, to one dają największej energii do dalszego pisania.
Czekam na ślady waszej obecności, miłego dnia!

1 komentarz:

  1. Świetny post! Nie mogę się już doczekać kolejnych rozdziałów :)

    OdpowiedzUsuń