czwartek, 28 stycznia 2016

Chapter Third ' It's never too late to say sorry '

Blondynka stała w kuchni, oparta jedną ręką o blat, a w drugiej trzymając kieliszek wina. W ciągu kilku sekund wypiła całą zawartość. W głowie cały czas miała sytuację z przed kilkunastu, może kilkudziestu minut.
- Pytałem o Alishę- odparł z uśmiechem chłopak.
- To jest moja córka Louisie- powiedziała ze śmiechem mama Alishy. Tomlinson zakłopotany, a jednocześnie zdziwiony spojrzał ponownie na rodzicielkę dziewczyny. Ona tylko się zaśmiała. Wrócił wzrokiem na twarz dziewczyny. Nie rozpoznawał jej. Schudła. Bardzo. Wyglądała jak człowiek zbity z patyków i okryty najcieńszą skórą na ziemi. Miała na sobie sukienkę, którą bardzo dobrze znał. Widział, że była specjalnie zmniejszana, dla nowej sylwetki dziewczyny. Patrzył na nią całą z bólem. Ona to czuła. Podniosła wzrok dosłownie na kilka sekund, żeby zilustrować sytuację. Jej oczy złapały kontakt z tęczówkami szatyna. Momentalnie spuściła wzrok. Louisa zabolało to jeszcze bardziej. Oczy Alishy wyblakły. To w ogóle możliwe? Louis to widział. To już nie ten sam kolor oczu co kilka lat temu. To nawet nie była Alisha. Nie taka sama, jaką on ja znał.
- Wy na pewno macie tu trochę do pogadania! Idę do reszty- oznajmiła pani Green. Dziewczyna znowu podniosła wzrok. Szatyn otworzył buzię z zamiarem odezwania się, lecz po chwili zrezygnował. Widział to. Widział jej ból, którym go cały czas przeszywała. Przymknęła oczy głośno wypuszczając powietrze i odeszła. Louisa to bolało. Louisa? Louisa Tomlinsona coś zabolało? Dobry żart. 
 Upiła łyk wina i odstawiła kieliszek na bok.
- To już podchodzi pod alkoholizm? - usłyszała znajomy głos... tak znajomy, że nawet gdyby miała wypadek samochodowy i nie pamiętała nic, ten głos rozpoznała by bez problemu. Pomimo zadanego pytania dziewczyna nic się nie odezwała. Dalej patrzyła przez okno. Nie chciała z nim rozmawiać.
- Alisha...- powiedział cicho powoli do niej podchodząc - Co się z Tobą stało? - spytał, jeżdżąc delikatnie palcami po jej ramieniu. Czuł, jakby zaraz miała się rozpaść. Dziewczyna nie zareagowała. - Nie będziesz się odzywać? - zadał następne pytanie, odchodząc od niej o krok, opierając się plecami o blat na przeciwko. Dziewczyna złapała kieliszek z zamiarem wyjścia z pomieszczenia, lecz nie zdążyła. Naczynie pękło jej w dłoni, jednocześnie zostawiając kilka małych ran na skórze młodej Green. Huk był wystarczająco  głośny, żeby mama Tomlinsona weszła przestraszona do kuchni.
- Co się stało?! Alisha, dziecko! Odejdź od tego. Ty krwawisz, rany Boskie - mówiła z przerażeniem.
- Przepraszam- wychrypiała dziewczyna.
- Nie przepraszaj, nic się nie stało! Lepiej pójdź to przemyj- odpowiedziała kobieta pchając ją w stronę łazienki. Dziewczyna szybko przemyła dłoń i skierowała się do salonu gdzie odnalazła mamę.
- Jedźmy - powiedziała.
- Alisha co ci się...- zaczęła mama lecz blondynka nie dała jej skończyć.
- Jedźmy - warknęła - proszę - dodała. Pani Green kiwnęła głową. Alisha rzuciła wzrokiem na wejście do kuchni. Szatyn stał oparty o framugę. Chciał do niej podejść lecz dziewczyna szybko to wyczuła. Powiedziała głośne ' Do widzenia wszystkim, dziękujemy za zaproszenie' i jak najszybciej wyszła z domu. Na podjeździe zobaczyła samochód. Taki sam, jaki chciał ją potrącić dzień wcześniej.
- A to pieprzony sukinsyn- syknęła pod nosem. Podeszła do samochodu rodziców i weszła do środka trzaskając drzwiami.
*~~*~~*
Wstała niewyspana. W nocy co chwilę się budziła. Zaczął się etap, którego zawsze unikała. Rozmyślanie. Przypomniała sobie widok Tomlinsona, stojącego koło jej mamy, przeszywającego ją wzrokiem. Wyglądał lepiej niż kiedyś. Zdecydowanie lepiej. Włosy ułożone w nieładzie, biały t-shirt i czarna marynarka idealnie pasowała do czarnych jeansów. Niby zwykle ubrany, a jednak nie. Widziała również ból w jego oczach. To ją zdziwiło.  Alisha przeklnęła w myślach. Nie chciała go widzieć. Nienawidziła go. Nienawidziła go całym swoim sercem. A teraz, stał sobie na środku pomieszczenia i ilustrował ją wzrokiem.
- Nosz pieprzona kurwa! - powiedziała na głos.
- Nie wiedziałam, że masz o mnie taką opinię - powiedziała Jane robiąc smutną minę, następnie weszła do środka.
- Co ty tu robisz?- spytała blondynka.
- Odwiedzam Cię bez zapowiedzi. Nie mogę? Podobno takie odwiedziny są najlepsze. Bo teraz w tych czasach, dzięki tej technologii i komórkom każdy do siebie dzwoni, umawia się... a tu przynajmniej masz zaskoczenie! - mówiła przyjaciółka siadając na krześle. 
- Wiem, ja Ci to powiedziałam - mruknęła Alisha, mocniej opatulając się kołdrą. Jane zauważyła w kącie sukienkę. Momentalnie jej oczy się powiększyły, a usta lekko otworzyły.
- Al... Mów! - powiedziała wskazując na ubranie.
- Nie ma o czym- wzruszyła ramionami.
- Chyba jest, skoro wyciągnęłaś z dna swojej szafy sukienkę, w której byłaś na balu z Tomlinsonem! - powiedziała radośnie. Alisha się wyprostowała. Nie lubiła tego wspominać.
- Mama ją znalazła. Kazała mi ubrać  coś ładnego i eleganckiego na wizytę u jej przyjaciół. Zmniejszyła ją i wcisnęła to na mnie szantażem - mruknęła.
- Coś się tam zadziało. Widać to po Tobie. No już gadaj!- mówiła Jane. Blondynka wiedziała, że ona nie da za wygraną. Wszystko musiała wiedzieć. Alisha w sumie tak samo, jednak ciekawość jej przyjaciółki była czasami straszna.
- Byliśmy u Tomlinsonów- powiedziała. Adams nie wiedziała co robić. Była jednocześnie zdziwiona i podekscytowana - Tak był Louis. Nie, nie rozmawiałam z nim - dodała, wyprzedzając pytania przyjaciółki.
- A...a..ale... ale... jak to? Czemu? - pytała.
- Jane. A ty co sobie myślisz? On mnie do cholery zostawił- warknęła.
- Alisha. Ja wiem. Ale może właśnie nadszedł ten czas, żeby pogadać? Nadrobić ten czas?
- Nie- warknęła- Nienawidzę go Jane- dodała wstając z łóżka. Wzięła pierwsze lepsze ubrania i skierowała się do łazienki.
*~~*~~*
- A może jemu na tym zależy?- spytała dziewczyna dopijając swojego shake'a.
- Nie wiesz co on czuje. Wątpię w to.  Jemu nie zależy. Na niczym- powiedziała stanowczo Green wyrzucając kubeczek po swoim.
- Minęło trochę...
- Ale nie wystarczająco - wzruszyła ramionami. Usłyszała głos otrzymanego sms-a. Jane wyciągnęła z kieszeni swój telefon.
- No nie! Muszę wracać do domu. Przepraszam Jane. Mała afera rodzinna. Widzimy się jutro - powiedziała machając blondynce. Alisha zrozumiała sytuacje. Odmachała przyjaciółce i skierowała się do domu. Za nią, ktoś wołał jej imię
-Ali! - usłyszała za plecami , jednak ona nie reagowała. Ciężko oddychała. Poczuła mocne szarpnięcie za rękę.
- Zostaw mnie do cholery!- krzyczała. Postać ją puściła, ale zatkała jej usta.
- Przestań krzyczeć, przez nic Ci nie zrobię - powiedział z uśmiechem chłopak w bluzie i okularach.
- Skąd mogę to wiedzieć? Może mnie zaciągniesz w jakieś krzaki, albo wykorzystasz seksualnie, ućpiesz i wyrzucisz gdzieś w las? - spytała dziewczyna opierając się o ścianę budynku i krzyżując dłonie na piersi.
- Moje fantazje seksualne z Tobą w roli głównej są bardziej przyjemne, kochanie - powiedział z cwaniackim uśmiechem, opierając swoją dłoń koło głowy Alishy.
- Ile razy mam Ci mówić, żebyś się pieprzył Tomlinson?- spytała.
- Tyle razy mówisz, a jeszcze ani razu od mojego przyjazdu, na fajne pykanko nie wpadłaś - powiedział robiąc smutną minę. Dziewczyna się zaśmiała.
- Jesteś chory - powiedziała odchodząc od niego.
- Ale i tak mnie kochasz - powiedział tarasując jej drogę.
- W twoich snach i moich koszmarach - puściła buziaczek w powietrzu i go wyminęła.
- Ali, poczekaj!- poprosił znów tarasując jej drogę.
- Jeszcze raz to zrobisz, a zacznę krzyczeć, że jest tu Tomlinson. Uwierz, będzie niezłe widowisko, bo dziewczyny z różnych miast przyjeżdżają tu tylko po to, żeby się uczyć w tej samej szkole co Louis Tomlison. Bleah.
- Nie udawaj, że Cię brzydzę kochanie - powiedział podnosząc brew.
- Brzydzisz. W każdym calu. W każdym, najmniejszym ułamku. Od stóp do głów. Zaczynając na charakterze, a kończąc na ostatnim włosku na twojej głowie. Wiesz dlaczego? Bo Cię nienawidzę - warknęła i go wyminęła.
- Pojedź ze mną.
-  Ja? Z Tobą? Gdzie niby? Nie ma mowy! Nie wsiądę z Tobą do samochodu - powiedziała kpiącym głosem.
*~~*~~*
- Zmieniłaś się - powiedział.
- Chyba - rzuciła - Nadal nie wierzę, że mnie tu zaciągnąłeś - dodała. Chłopak głośno westchnął. 
- Na prawdę mnie nienawidzisz? - spytał wyciągając z szuflady przy łóżku paczkę papierosów i wziął jednego.
- Yep - powiedziała kiwając raz głową.
- Widać, że jesteś inna. Moja Ali nie używa brzydkich słów i nigdy by nie powiedziała, że mnie nienawidzi- powiedział mocno się zaciągając.
- Twoja? Twoja? Nigdy nie byłam Twoja Tomlinson - powiedziała zeskakując z łóżka i zakładając bluzę. Nie wiedziała, że chłopak pali. Jednak nie poruszała tego tematu.
- A co się stało z : Twój na zawsze? Twoja na zawsze. Razem na zawsze?- spytał ponownie się zaciągając.
- No właśnie, co się stało? - spytała uważnie mu się przyglądając  - Jakbyś nie wiedział, ktoś wyjechał sobie, zostawiając grubą, zakompleksioną, ledwo dającą sobie radę z tymi pieprzonymi ludźmi w szkole dziewczynę. Ktoś zostawił ją, samą wśród tych wszystkich fałszywych mord z jedną, jedyną obietnicą - mówiła zła, stopniowo wzmacniając ton głosu - Której i tak nie dotrzymałeś - dodała. Każde poszczególne słowo wbijało w niego następne noże w plecy. Nienawidziła go. Nienawidziła tego wspominać. Nienawidziła o tym mówić. Zamilkli. 
- Co się z Tobą stało? Schudłaś, nabrałaś charekterku... Wyglądasz  jak chodzący trup, którego opętał diabeł.
- Pewien przyjaciel zostawił mnie samą 3 lata temu. Trzeba było sobie jakoś radzić - wzruszyła ramionami. Chłopaka to zabolało. 
- Przepraszam - powiedział. Dziewczyna zmarszczyła czoło.
- Przepraszam, za moją nieobecność Ali - powiedział patrząc jej w oczy.
- Trochę nie w porę - odpowiedziała cicho i zabierając plecak wyszła z pokoju  Tomlinsona. Założyła buty i otworzyła drzwi na zewnątrz.
- A kto mówił: Nigdy nie jest za późno, by powiedzieć przepraszam? - spytał cicho szatyn stojąc za plecami blondynki.
- Ta dziewczyna już dorosła i wie, że przepraszam, nie naprawi 3 najgorszych lat jej życia- odpowiedziała nawet się nie odwracając - Wracaj do Londynu Tomlinson- dodała i wyszła zakładając kaptur na głowę. Chłopak czuł się bezradny. Patrząc na dziewczynę idącą chodnikiem nie widział Alishy Green, którą znał. To był dla niego kompletnie inny człowiek. Widok wychudzonej Green bolał go bardziej niż cała sytuacja. Wiedział, że to przez niego i nie mógł sobie tego w tym momencie wybaczyć.
*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*

2 komentarze:

  1. Witaj, weszłam tutaj przypadkowo i muszę przyznać, że nie żałuję. Przeczytałam Twój tekst i bardzo mi się spodobał. Masz lekki styl pisania, przez co przyjemnie się czyta. Oby tak dalej!
    Chciałabym zaprosić Cię na mój nowy blog z opowiadaniami. Będą to krótkie nowele o różnej tematyce. Na razie zaczęłam od opowiadania o lekarzu-chirurgu, który leczy chore dzieci.
    www.opowiesci-sovbedlly.blogspot.com
    Liczę, że zostawisz po sobie jakiś ślad :)
    Pozdrawiam! Sovbedlly

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie piszesz!
    Tak jak koleżanka z góry wpadłam na tę stronę przez przypadek i nie żałuję poświęconych minut!
    Przy okazji zapraszam do siebie! :)
    http://where-are-your-house.blogspot.com/
    http://bterfly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń