wtorek, 19 stycznia 2016

Chapter Second 'He came back'

Padało. Nie, nie padało. Lało. Przez okno z sali lekcyjnej Pana Edrick'a, Alisha nie widziała nic, prócz kropli deszczu i zarysów w oddali drzewa znajdującego się na dziedzińcu szkoły. Nie myślała, nie zastanawiała się, nie zadawała sobie w głowie pytań. Po prostu patrzyła przez okno. W drodze do szkoły poszła do parku i czekała na Jane. Jednakże nie zamieniły ze sobą ani słowa. Blondynka nie odezwała się do nikogo od ostatniej kłótni z przyjaciółką.
- Panno Green! - podskoczyła na dźwięk ostrego tonu Edricka - Co Panienka widzi takiego ciekawego w tym oknie?
- Na pewno więcej rzeczy niż na Pana lekcji.
- Proszę zostać po lekcji- warknął nauczyciel. Dziewczyna wywróciła oczami i kontynuowała swoją poprzednią czynność. Zadzwonił dzwonek. Blondynka zabrała torbę i podeszła do biurka profesora. Rzucił przed nią dużą, brązową kopertę.
- Co to? -spytała.
- Twoje materiały poprawkowe - odpowiedział - Liczymy nie Ciebie -dodał niechętnie.
- Taa... - odparła zabierając kopertę, następnie wyszła z sali. Lunch zjadła przy tym samym stoliku co zawsze, z Jane siedzącą obok. Nie odzywały się. Alisha jedynie kończąc swoją sałatkę rzuciła krótkie 'muszę już iść'. Krocząc korytarzem z ciekawości wyjęła kopertę z torby. Otworzyła ją i ujrzała plik kartek A4 połączonych ze sobą. Na pierwszej stronie widniał napis 'SCENARIUSZ'. Dziewczyna szybko przeglądała następne kartki. W pierwszej chwili pomyślała, iż Pan Edrick mógł się pomylić. Lecz dopiero po pewnej chwili domyśliła się o co chodzi.
- Scenariusz? - spytała donośnym tonem wchodząc na salę teatralną. Znajdowało się na niej dużo uczniów, którzy patrzyli na nią ze strachem, mierząc od stóp do głów, albo po prostu z obojętnością.
- Tak, dostałaś rolę - powiedział Pan Edrick poprawiając okulary - Dobrze, że przyszłaś, akurat zaczynaliśmy pierwsze zebranie całej grupy.
- Prosiłam o materiały, nie o głupi scenariusz - dodała rzucając przed nim papiery.
- To jest Twój materiał. Zagrasz, zaliczysz Green. Jak nie, widzimy się w sierpniu. Wtedy jak wiesz, nie będzie tak łatwo - powiedział cichszym tonem - Wybór należy do Ciebie - dodał. Dziewczyna głośno westchnęła. Nie chciała grać w przedstawieniu, które nie miało dla niej najmniejszego sensu. Nie chciała również psuć sobie wakacji, gdyż wiedziała jak ciężko jest zaliczyć poprawkę u profesora. Pragnęła jak najszybciej wynieść się z tej szkoły. Siadła na brzegu sceny i zaczęła kartkować scenariusz.
- Bardzo się cieszę, że się zgodziłaś - powiedział Pan Edrick.
- Jakoś w to wątpię- prychnęła dziewczyna.
- Nie popsujesz mi w końcu wakacji- odparł z wielkim uśmiechem.
- Nie zgadzam się! - krzyknęła jedna z dziewczyn znajdujących się na sali. Alisha dobrze znała ten głos. Meredith Anderson - Że niby ona ma zagrać główną rolę? Jak Pan sobie to wyobraża profesorze? Ona zrujnuje to przedstawienie!
- Nie gorzej niż rodzice zrujnowali Twoją twarz- prychnęła pod nosem Alisha, jednak na tyle głośno, żeby docinka doszła do uszu Meredith i połowy uczniów, u których wywołało to uśmiech na ustach.
- Nie pozwalaj sobie Green!
- Bo co mi zrobisz? Naślesz na mnie stado swoich różowych koleżanek i mnie przypudrują? Uuu... Boję się. Na prawdę. Jeżeli będą ze mnie chciały zrobić drugą Ciebie, to wole nie ryzykować. Ludzie raczej by nie chcieli oglądać drugiej tak zniszczonej mordy jak Twoja- mówiła spokojnym tonem niebieskooka dalej kartkując scenariusz.
- Profesorze! - krzyknęła zła Anderson.
- Green! Zachowuj się, to że dostałaś rolę, nie znaczy że od razu zdasz. W sztuce obowiązują zasady, których musisz się trzymać.
- Niech się Pan tak nie martwi. Będę tak mocno trzymała się tych zasad, jak tapeta na twarzy Meredith. Tylko, musi mnie ona najpierw nauczyć, ile kleju nakłada na jedną tonę swojego niedopasowanego fluidu - odpowiedziała z uśmiechem dziewczyna, następnie puszczając oczko profesorowi.
- Profesorze!- krzyknęła ponownie Meredith.
- Green!
- No już, już. Siedzę cicho - powiedziała unosząc ręce w geście obronnym.

*~*
Zamknęła drzwi wejściowe. Ściągnęła buty i udała się do kuchni. Przywitała się buziakiem w policzek z mamą i wzięła sobie banana do ręki.
- Jutro jesteśmy zaproszeni do mojej koleżanki w odwiedziny- powiedziała mama Alishy.
- Oh, o której mam być gotowa?- spytała obierając owoc i krojąc go do miski.
- Na szesnastą - odpowiedziała ze zdziwieniem Pani Green. Nie sądziła, że jej córka tak łatwo się zgodzi... I to jeszcze bez proszenia.
- Okay - rzuciła biorąc kawałek banana - dzisiaj wychodzę - dodała i przeszła z kuchni do salonu. Włączyła telewizor i przełączyła na pierwsze lepsze bajki.
- Gadający pies. Kot biegający w powietrzu, który spada dopiero jak ogarnie, że już nie ma ścieżki, zwierzęta malujące paznokcie... i się dziwić jak dzisiejsze dzieci mają być normalne... - powiedziała pod nosem dziewczyna.
- Ty też oglądałaś takie bajki - odezwała się jej rodzicielka.
- Na pewno były mądrzejsze, niż aktualne! Przecież mi na mózg tak nie siadło!
- Tak tak Alisha... - powiedziała ze śmiechem mama dziewczyny. Wbrew pozorom niebieskooka też się zaśmiała. Jednak szybko się opanowała. Jej kontakty z rodzicielką stały się bliższe, cieplejsze... normalne.
- Ja już będę wychodzić- rzuciła kierując się w stronę swojego pokoju. Zmieniła strój, na zwykłe getry i bluzę. Założyła buty sportowe i wyszła z domu. Włożyła słuchawki w uszy. Dźwięk ułożonej kiedyś przez nią playlistę do biegania, rozbrzmiał w całym jej ciele. Nim się obejrzała, już biegła w rytm muzyki.
- Uważaj jak jedziesz kutasie złamany!- krzyknęła, kiedy czarny Range Rover prawie jej nie przejechał. Kierowca wyciągnął  rękę i wystawił w jej stronę środkowy palec.
- O nie, nie ma mowy!- powiedziała do siebie dziewczyna  i zaczęła biec za samochodem. Dawała z siebie wszystko, pomimo, że jej kondycja nie była za dobra. Próbowała wyprzedzić samochód różnymi bocznymi ścieżkami, skrótami, lecz nie dała rady. Range rover zniknął jej z oczu. Głośno westchnęła, przeklnęła i zaczęła ciężko oddychać.
- Pieprzona kondycja - powiedziała pod nosem. Odpoczęła kilka minut i wróciła do domu powoli truchtając. Lubiła biegać, kochała! Ale kondycji nie miała żadnej.
Głośno oddychając weszła do domu. Trzasnęła drzwiami i osunęła się po ścianie.
- Dziecko coś ty robiła? - spytała rodzicielka.
- Bie... - głośny wdech - ...gałam- powiedziała blondynka.
- Od kiedy Ty biegasz? - spytała ze śmiechem.
- Od niedawna - odpowiedziała dziewczyna powoli uspakajając oddech.
- Idź się przebrać, zrobię ci coś do picia- powiedziała mama Alishy - Biegała - dodała pod nosem i się zaśmiała. Niebieskooka posłusznie poszła się przebrać. Następnie skierowała się do kuchni.
- Jutro wraca tata - usłyszała na wejściu. Momentalnie w jej głowie pojawiły się słowa wypowiedziane niedawno przez jej przyjaciółkę. 'On wraca. On wraca. On wraca.'
- On wraca - powiedziała pod nosem. 
- Tak. Jutro. Powinien być przed naszym wyjściem - dodała jej mama stawiając przed nią kubek z herbatą. Dziewczyna niechętnie wysłuchała wiadomości. Kolejna osoba, której szczególnie nie chce widzieć, wraca do miasta.
- Alisha... - usłyszała głos matki.
- Tak?
- To nasza najdłuższa rozmowa od..
- Od lat? - spytała dziewczyna biorąc łyk herbaty.
- Chce, żeby było tak częściej...- powiedziała cicho kobieta.
- Też wiele rzeczy chcę mamo. Dobranoc - odpowiedziała, dając buziaka w policzek rodzicielce. Wstać. Przeżyć. Spać. Zaliczono.
*~~*~~*
- Załóż coś bardziej eleganckiego - usłyszała głos matki.
- Co jest złego i nie eleganckiego w czarnych spodniach i marynarce?
- Załóż sukienkę. Będziesz o wiele lepiej wyglądać.
- Nie mam żadnej, przecież wiesz.
- Jak to nie? A ta?- spytała kobieta wyjmując z szafy śnieżnobiałą sukienkę.
-Nie- odpowiedziała ostro blondynka.
- Czemu? Nie miałaś jej na sobie już parę lat. Tylko się kurzy- powiedziała rodzicielka otrzepując sukienkę.
- Nie założę jej pod żadnym pozorem, choćbyś miała mnie przykuć do ściany i siłą mnie w nią wcisnąć - odpowiedziała dziewczyna.
Czterdzieści minut potem, jechała w aucie z rodzicami w sukience, którą jeszcze niedawno trzymała w rękach jej mama. Kobieta ma swoje sposoby, na manipulację ludźmi i szantaże. Szantażować własną córkę? 
- Nie puszcze Cię na przedstawienie! I będziesz się uczyć całe wakacje do poprawki! 
- Skąd o nim wiesz? - spytała zdziwiona dziewczyna.
- Dzwonił Twój nauczyciel. To jak?- spytała z uśmiechem kobieta, wymachując przed nastolatką wieszakiem. Dziewczyna głośno warknęła i wyrwała sukienkę z rąk rodzicielki. Ona natomiast się tylko uśmiechnęła. Nie obyło się również bez komentarzy, ze strony jej Ojca.
- A gdzie jest moja córka? - spytał poważnym tonem kiedy się przywitał z żoną i zobaczył Alishę stojącą w szpilkach.
- To nie jest zabawne - warknęła dziewczyna - Idę do samochodu- dodała. I tak o to takim sposobem dziewczyna siedziała zła na tylnym siedzeniu. Zaparkowali pod jednym z większych domów z ulicy, na której się znajdowali. Dziewczyna dopiero teraz wyjrzała przez okno. No nie... 
- Mamo! - warknęła zła Alisha - To jest dom...
- Tomlinson'ów, tak kochanie -skończyła za nią rodzicielka odpinając pas - No chodź, bo już jesteśmy spóźnieni- dodała.
- Ja nigdzie nie idę! - krzyknęła niebieskooka. Głos jej zaczął drżeć, ręce trząść, a ciśnienie gwałtownie wzrosło. Uspokój się Alisha. Spokojnie.
- Nie zachowuj się jak dziesięciolatka - powiedział jej Ojciec wywracając oczami - wychodź - dodał  otwierając tylne drzwi. Dziewczyna powoli wyszła z samochodu.
- Czemu mi nie powiedziałaś? - warknęła.
- Nie pytałaś - odpowiedziała jej rodzicielka - Chodź już- dodała biorąc ją za rękę i dosłownie ciągnąc pod drzwi. Serce młodej Green przyśpieszyło jeszcze bardziej. Poczuła, jakby chciało jej rozerwać żebra, wyskoczyć i pobiec na maraton. Dzwonek do drzwi. Dziewczyna schowała się za rodzicami. Nie wiedziała co ma robić. Uciec? A może umrzeć na miejscu?
- Jennifer, James! - usłyszała znajomy głos kobiety. Jej rodzice weszli do środka, została sama przed drzwiami.
- Alisha! - usłyszała ten sam przyjazny głos. I z planu nici. - Kiedy ja Cię widziałam! Lottie tak się ucieszy! - powiedziała Johanna mocno ją przytulając. Lottie. Nie powiedziała nic o nim. Może on nie wrócił. Weszła do środka ilustrując pomieszczenie. Nic się nie zmieniło od ostatniego razu. No, prócz może kwiatków w wazonach. Skierowała się do salonu gdzie znajdowali się już jej rodzice.
- Ali!- usłyszała ucieszony głos Lottie. Podeszła do Alishy i mocno ją przytuliła. Dziewczyna nie odwzajemniła uścisku. - Tęskniłam- dodała cicho. Dziewczyna odsunęła się od niej, co najwyraźniej się jej nie spodobało.
- Cześć Lottie - uśmiechnęła się blado. Nie miała ochoty z nią rozmawiać. Nie miała chęci przebywać w tym domu. Jedyne co ją pocieszało to fakt, że w pobliżu nie widziała Jego. Odetchnęła z ulgą.
Dziewczyna cały czas czuła się niezręcznie. Mało się odzywała, odpowiadała tylko grzecznie na zadawane jej pytania. Oczywiście na większość z nich skłamała. Stojąc wraz z Panem Tomlinson'em spostrzegła, że rodziców nie ma w pomieszczeniu.
- Państwo Green! Dobrze was widzieć - usłyszała głos, jednak był on na tyle niewyraźny, że nie mogła znaleźć jego posiadacza - James, tyle lat! Jennifer, jak zawsze piękna! -
dziewczyna przestała się przysłuchiwać i powróciła do pogawędki ze swoim rozmówcą.
- Tak jest tutaj - usłyszała już wyraźny głos swojej matki - Alisha, słonko patrz kto tu jest! - dodała z podekscytowanym głosem. Blondynka domyślała się kto to może być. Wciągnęła powoli powietrze następnie je ostrożnie wypuszczając. Odwróciła się. To on. On wrócił. Louis Tomlinson na prawdę wrócił.

*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~~*~~*~~*~~*~~*~~*
Rozdział drugi.
Jak wam się podoba?
Każda opinia się przyda.
Pozdrawiam Mordki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz