wtorek, 12 stycznia 2016

Chapter First 'He comes back'

Jak na jesień była bardzo ładna pogoda. Dzień przed padało. Ale to jej nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Zdjęła buty, następnie skarpetki i zanurzyła gołe stopy w mokrą od deszczu trawę. Wciągnęła głęboko oddech. Tego jej było trzeba. Kontaktu z naturą, daleko od ludzi... no może nie tak bardzo daleko gdyż była w jednym z parków w Doncaster, ale rzadko kiedy widziała w nim kogoś, kto by działał jej na nerwy.
- Alisha, spóźnimy się! - zawołała niska brunetka. Jane Adams, przyjaciółka Alishy.
- No idę już! - odpowiedziała, zakładając w pośpiechu buty.
- Spóźnimy się, znowu. I to wszystko Twoja wina, bo sobie leżałeś na tej głupiej trawie.
- Mogłaś wyjść 15 minut temu, tak jak się umawialiśmy.
- Halo, widzisz to? - spytała Jane pokazując na siebie - to nie jest takie łatwe.
- Ubranie się, uczesanie i umalowanie? Ja się z takimi rzeczami potrafię wyrobić w 15 minut - odpowiedziała Alisha.
- Dlatego wyglądasz... jak wyglądasz - wzruszyła ramionami brunetka.
- Twierdzisz, że wyglądam źle?
- Nie, ale trochę więcej makijażu i bardziej kolorowe ciuchy by Ci nie zaszkodziły - odpowiedziała koleżanka wchodząc do budynku, zwanym szkołą. Oto była Alisha Green. Wysoka, chuda blondynka o niebiesko-szarych oczach. Dziewczyna, która wolała czarne rzeczy niż kolorowe spódnice, bluzki, sukienki. Dziewczyna, która wolała umalować same rzęsy niż siedzieć pół godziny w łazience nakładając fluid, puder czy robiąc kreski. Dziewczyna, której opinie innych zwisały koło tyłka, Dziewczyna która...
- Jak to mnie Pan nie przepuści?! - krzyknęła Alisha. ...nie zdaje. 
- Literatura, to jest ważny przedmiot moje dziecko. Nie pozwolę, żebyś przeszła dalej nie wiedząc o nim nic - odparł Pan Edrick. 
- W dupie mam Pana Literaturę. I tak mi się ona nigdy nie przyda w życiu - warknęła i wyszła z klasy trzaskając drzwiami. Kilka sekund potem rozbrzmiał dzwonek. Szła w stronę stołówki. Pod ścianą czekała na nią Jane.
- Nie zdajesz- powiedziała na wstępie.
- Skąd to wiesz? Dopiero co wyszłam z klasy- spytała ze zdziwieniem.
- Chodzisz z Meredith do klasy, już pół szkoły wie, że 'nasza kochana Alisha Green, obraziła pana Edricka wyzywając go od fiutów i uderzając go kolanem w penisa'.
- Co raz bardziej martwi mnie obieg informacji w tej szkole - odpowiedziała blondynka biorąc tackę.
- Nie wyzwałaś go od fiutów?
- Nie.
- To jak? Penisów? Skurwysynów? Złamanych kutasów?
- Nie Jane. Nazwałam go tylko dupkiem. I to w myślach. Nic mu nie powiedziałam, po prostu wyszłam z klasy przed dzwonkiem, to raczej nie zbrodnia - powiedziała płacąc za lunch- sałatka i woda. Dziewczyna odwróciła się i podeszła do jednego z wolnych stolików. Tuż za nią szła jej koleżanka. 
- Musisz się poprawić- powiedziała brunetka.
- Zdążę - odpowiedziała. Zapadła między nimi cisza. Co raz częściej pojawiały się takie momenty, w których Alisha nie miała ochoty na rozmawianie z ludźmi, a Jane chcąc, czy nie chcąc musiała to zaakceptować.
- Alisha... - zaczęła ostrożnie dziewczyna - widziałam się z Lottie.
- Uhm, fajnie -odpowiedziała niebieskooka biorąc kęs sałatki.
- On wraca - dopowiedziała cicho Adams. Plastikowy widelec w ręce Alishy momentalnie się złamał. Serce przyśpieszyło, tak samo i oddech. Lewą rękę zacisnęła w pięść. Uspokój się do cholery! - Chciałyśmy tylko, żebyś wiedziała- dodała.
- Chciałyście? - warknęła.
- Lottie za Tobą tęskni Al... na prawdę- powiedziała zbolałym głosem - To już za długo trwa. Nie możesz być taka ciągle.
- Owszem mogę do cholery! - krzyknęła rzucając pozostałości z plastikowego widelczyka. Wyszła ze stołówki. Była zła. Musiała jak najszybciej się uspokoić. Poszła na dwór i skierowała się za budynek.
- No proszę, kogo my tu widzimy! - zawołał z radością Mike - Alisha Green we własnej osobie, szaczun za tego fiuta młoda - powiedział wyciągając w jej kierunku dłoń. Dziewczyna przybiła 'żółwika'. Nie chciała tłumaczyć sytuacji.
- Potrzebuję fajki. Natychmiast - warknęła.
- Kto Ci zalazł pod skórę malutka?
- Fajka Mike. Masz czy nie?- spytała. Chłopak wyciągnął w jej kierunku paczkę papierosów. Wzięła jednego i odpaliła. Mocno się zaciągnęła.
- Miałaś chyba nie palić - powiedział chłopak odpalając swojego papierosa.
- Chyba - wzruszyła rękami dziewczyna.
- Intrygujesz mnie Green - powiedział z uśmiechem.
- Nie- odpowiedziała szybko.
- Nawet nie wiesz co chcę powiedzieć malutka - odparł z cwaniackim uśmieszkiem.
- Nie umówię się z Tobą - odparła.
- Skąd...
- Dwa miesiące się o to pytasz Mike - odpowiedziała, zaciągając się ostatni raz i wyrzucając peta.
- Nadal chyba jesteś mistrzynią w jak najszybszym spaleniu fajki.
- Chyba - wzruszyła ramionami i odeszła. Poczuła się lepiej. Nie miała zamiaru wracać do szkoły. Włożyła słuchawki w uszy i skierowała się do domu. Muzykę podgłosiła do granic możliwości. Chciała zabić chodzące po jej głowie dwa słowa. 'On wraca'. Nie mogła się ich pozbyć. Odbijały się one jak echo. Opanuj się Green. Zanim zrobisz coś głupiego. Opanuj się Green. W rekordowym czasie doszła do domu. Weszła do środka i poczuła zapach pieczonego kurczaka. Zdjęła buty i podążała za nim.
- Hej - powiedziała do mamy całując ją w policzek. Otworzyła lodówkę i wyciągnęła z niej sok pomarańczowy.
- Cześć słonko - odpowiedziała z uśmiechem rodzicielka. 
- Edrick chce mnie oblać- powiedziała biorąc łyk soku.
- Aż tak źle?
- Nie. Po prostu mnie nie lubi- wzruszyła ramionami - nie jem obiadu -dodała i udała się do swojego pokoju. To była ich chyba najdłuższa wymiana zdań od kilku dni. Weszła do pomieszczenia, wzięła potrzebne rzeczy i skierowała się do łazienki. Zrobiła wszystkie potrzebne czynności, następnie wróciła do pokoju i rzuciła się na łóżko. Wyłączyła telefon i poszła spać. Nie było jeszcze 18. Ale tak wyglądał jej dzień. Dzień z życia Alishy Green: Wstanie, przeżycie, spanie. Tego się trzymała.

~~*~~*~~
- Nie chciałam Cię zdenerwować- usłyszała głos nad sobą. Otworzyła oczy i zobaczyła Jane. Jak zwykle pojawiła się po czasie. Alisha zawsze w drodze do szkoły, szła do parku, czekała w tym samym miejsu na Jane, która codziennie się spóźniała - Przepraszam dodała.
-Ok - odparła i wstała z trawy. Całą drogę do szkoły szły w milczeniu. Alishy to nie przeszkadzało. Natomiast  Jane, wręcz odwrotnie. Chciała się odezwać, zacząć jakiś temat, lecz już zabrakło jej pomysłów.
-Nie wysilaj się - odezwała się Alisha.
- Słucham? - spytała rozkojarzona brunetka
- Całą drogę myślałaś o czym ze mną rozmawiać, nie wysilaj się - powiedziała wskazując palcem na szkołę - już jesteśmy. Widzimy się potem - dodała i przyśpieszyła tempo zostawiając rozkojarzoną Adams pod budynkiem. Brunetka nie miała już do niej siły. Musiała coś z nią zrobić.
Pod koniec lekcji blondynka dostała sms-a od przyjaciółki:

Jane: Pod salą teatralną !

Dziewczyna zablokowała telefon i zgodnie z rozkazem przyjaciółki udała się pod salę 100.
- Chodź!- zawołała radośnie Adams ciągnąc przyjaciółkę za sobą. Otworzyły drzwi prowadzące za kulisy sceny w sali teatralnej.
- Skoro to już wszyscy to... - usłyszały głos jakiejś Pani.
-Nie jeszcze nie!- krzyknęła brunetka wbiegając z Alishą na scenę. Blondynka nie wiedziała co się dzieje.
- A wy to...?- spytała ta sama Pani, którą słyszały wcześniej.
- Green? Alisha Green. Do diabła! On sam Cię tu przysłał? -spytał ze zdziwieniem siedzący w pierwszym rzędzie widowni Pan Edrick.
- Jeżeli diabłem można nazwać ją - przerwała wskazując palcem na brunetkę - to tak. Na prawdę nie wiem co się dzieje, ale ja stąd ide - powiedziała obojętnie dziewczyna.
- Nie!- krzyknęła Jane - to jest przesłuchanie Al. Do szkolnego musicalu na zakończenie roku.
- A co ja tu robię? - spytała, niebieskoooka podnosząc brew.
- Na litość boską, śpiewasz coś czy nie? - krzyknęła ta sama Pani co wcześniej.
- Śpiewać? Wykluczone - odpowiedziała ze śmiechem.
- Panie Edrick!- zawołała z błagalnym tonem Jane.
- Nie wierzyłem, że to się jej uda - powiedział cicho - Ale skoro śpiewasz tak dobrze, jak powiedziała mi to panienka Adams, to dostaniesz główną rolę w przedstawieniu - odparł. Dziewczyna wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Nie ma mowy. Nie rozumiem w ogóle czemu tu jestem, po co mnie tu ściągnęła Jane i jaki jest sens wystawiać na koniec roku sztukę, skoro i tak zaczyna się okres olewania przez uczniów szkoły. Spadam stąd - powiedziała i odwróciła się w stronę wyjścia.
- Zdasz - usłyszała.
- Słucham?
- Zdasz. Jeżeli dostaniesz główną rolę i ją co najważniejsze zagrasz... Nie obleję Cię - odpowiedział cicho Edrick. Najwyraźniej nie był za bardzo zadowolony z tego co mówi. Dziewczyna odwróciła się.
- Zdam?
- Jeżeli dostaniesz rolę- dziewczyna trochę się zastanawiała. Spojrzała na ucieszoną przyjaciółkę piorunującym wzrokiem i głośno westchnęła. Chciała zdać. Chciała się uwolnić od tej szkoły, tych ludzi, tych nauczycieli...
- Co mam zaśpiewać?- spytała rzucając torbę pod scenę.
- Co chcesz - odparł nauczyciel.
- Sweater! - zawołała Jane. Alisha ponownie spojrzała groźni na brunetkę.
- Śpiewaj już, nie mam całej wieczności dla Ciebie- powiedziała nauczycielka.
- Bo niby uwierzę, że ma Pani jakieś własne życie prywatne- prychnęła.
- Green!- zawołał Edrick - Zaczynaj.
Dziewczyna głośno westchnęła.

' All I am is the man,
I want the world in my hands
I hate the beach
But I stand
In California with my toes in the sand
Use the sleeves of my sweater
Let's have an adventure
Head in the clouds but my gravity's centered
Touch my neck and I'll touch yours
You in those little high-waisted shorts, oh

She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no' *

Spojrzała na Pana Edricka. Wyglądał na zdziwionego. Nigdy nie słyszał, aby Alisha Green, śpiewała, lub żeby wypadało z jej ust cokolwiek innego niż chamskie odzywki.
- Zdałam?- spytała.
- Musimy się naradzić - wydusił z siebie nauczyciel.
- Ta, jasne - prychnęła biorąc torbę. Dopiero teraz zauważyła, że na widowni siedziało kilkanaście osób. Zapewne każdy chciał dostać główną rolę. Przewróciła oczami - Po materiały poprawkowe przyjdę jutro - dodała i wyszła tymi samymi drzwiami, którymi weszła.
- Było cudownie- zawołała uradowana Jane - dostaniesz tą rolę- dodała i klasnęła w ręce.
- Co to w ogóle było? Zabierasz mnie na jakieś pieprzone przesłuchanie, wbrew mojej woli, planujesz nie wiadomo co z profesorem Edrickiem i... i... i jeszcze nie wiem co!
- I ratuje ci twój cholernie płaski tyłek! Muszę coś zrobić z Twoim życiem. Nie pozwolę, żebyś kiblowała i dalej prowadziła taki tryb życia.
- Moje życie jest cholernie dobre wiesz? Jest lepsze niż kiedykolwiek było, a Tobie nic do tego. Sama bym sobie poradziła!- krzyknęła zła blondynka. Znajdowały się na dziedzińcu przed szkołą. Nie było wielu uczniów, lecz wystarczająco, żeby plotka o tym, co się dzieje następnego dnia była najnowszą nowinką.

- Lepsze niż kiedykolwiek było? Czy ty się w ogóle słyszysz? Dziewczyno, ty nie jesteś już nawet sobą! Schudłaś z 30 kilo, wyglądasz jak trup, nie ma w tobie nic z radości, nic z życia. Twoje dni dzielą się na trzy etapy, nawet głupia terapia Ci nie pomogła!- wybuchła Adams.
-Muszę iść- powiedziała cicho Alisha. Odwróciła się na pięcie i odeszła szybkim krokiem. Nie poddała się, wręcz przeciwnie. Nie chciała wybuchnąć, nie chciała awantury, nie mogła stracić kontroli. Z zaciśniętymi pięściami szła do domu. Szła... biegła. Biegła ile sił w nogach. Byle tylko odreagować.

*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*
Pierwszy za mną! Mam nadzieje, że się spodoba. Pierwszy rozdział może wydać się dziwny. O to chodzi. Wszystko wyjaśni się niebawem! Liczę na wasze oceny.
Miłego wieczoru mordki !

* The Neighbourhood - Sweater Weather

2 komentarze: