czwartek, 28 stycznia 2016

Chapter Third ' It's never too late to say sorry '

Blondynka stała w kuchni, oparta jedną ręką o blat, a w drugiej trzymając kieliszek wina. W ciągu kilku sekund wypiła całą zawartość. W głowie cały czas miała sytuację z przed kilkunastu, może kilkudziestu minut.
- Pytałem o Alishę- odparł z uśmiechem chłopak.
- To jest moja córka Louisie- powiedziała ze śmiechem mama Alishy. Tomlinson zakłopotany, a jednocześnie zdziwiony spojrzał ponownie na rodzicielkę dziewczyny. Ona tylko się zaśmiała. Wrócił wzrokiem na twarz dziewczyny. Nie rozpoznawał jej. Schudła. Bardzo. Wyglądała jak człowiek zbity z patyków i okryty najcieńszą skórą na ziemi. Miała na sobie sukienkę, którą bardzo dobrze znał. Widział, że była specjalnie zmniejszana, dla nowej sylwetki dziewczyny. Patrzył na nią całą z bólem. Ona to czuła. Podniosła wzrok dosłownie na kilka sekund, żeby zilustrować sytuację. Jej oczy złapały kontakt z tęczówkami szatyna. Momentalnie spuściła wzrok. Louisa zabolało to jeszcze bardziej. Oczy Alishy wyblakły. To w ogóle możliwe? Louis to widział. To już nie ten sam kolor oczu co kilka lat temu. To nawet nie była Alisha. Nie taka sama, jaką on ja znał.
- Wy na pewno macie tu trochę do pogadania! Idę do reszty- oznajmiła pani Green. Dziewczyna znowu podniosła wzrok. Szatyn otworzył buzię z zamiarem odezwania się, lecz po chwili zrezygnował. Widział to. Widział jej ból, którym go cały czas przeszywała. Przymknęła oczy głośno wypuszczając powietrze i odeszła. Louisa to bolało. Louisa? Louisa Tomlinsona coś zabolało? Dobry żart. 
 Upiła łyk wina i odstawiła kieliszek na bok.
- To już podchodzi pod alkoholizm? - usłyszała znajomy głos... tak znajomy, że nawet gdyby miała wypadek samochodowy i nie pamiętała nic, ten głos rozpoznała by bez problemu. Pomimo zadanego pytania dziewczyna nic się nie odezwała. Dalej patrzyła przez okno. Nie chciała z nim rozmawiać.
- Alisha...- powiedział cicho powoli do niej podchodząc - Co się z Tobą stało? - spytał, jeżdżąc delikatnie palcami po jej ramieniu. Czuł, jakby zaraz miała się rozpaść. Dziewczyna nie zareagowała. - Nie będziesz się odzywać? - zadał następne pytanie, odchodząc od niej o krok, opierając się plecami o blat na przeciwko. Dziewczyna złapała kieliszek z zamiarem wyjścia z pomieszczenia, lecz nie zdążyła. Naczynie pękło jej w dłoni, jednocześnie zostawiając kilka małych ran na skórze młodej Green. Huk był wystarczająco  głośny, żeby mama Tomlinsona weszła przestraszona do kuchni.
- Co się stało?! Alisha, dziecko! Odejdź od tego. Ty krwawisz, rany Boskie - mówiła z przerażeniem.
- Przepraszam- wychrypiała dziewczyna.
- Nie przepraszaj, nic się nie stało! Lepiej pójdź to przemyj- odpowiedziała kobieta pchając ją w stronę łazienki. Dziewczyna szybko przemyła dłoń i skierowała się do salonu gdzie odnalazła mamę.
- Jedźmy - powiedziała.
- Alisha co ci się...- zaczęła mama lecz blondynka nie dała jej skończyć.
- Jedźmy - warknęła - proszę - dodała. Pani Green kiwnęła głową. Alisha rzuciła wzrokiem na wejście do kuchni. Szatyn stał oparty o framugę. Chciał do niej podejść lecz dziewczyna szybko to wyczuła. Powiedziała głośne ' Do widzenia wszystkim, dziękujemy za zaproszenie' i jak najszybciej wyszła z domu. Na podjeździe zobaczyła samochód. Taki sam, jaki chciał ją potrącić dzień wcześniej.
- A to pieprzony sukinsyn- syknęła pod nosem. Podeszła do samochodu rodziców i weszła do środka trzaskając drzwiami.
*~~*~~*
Wstała niewyspana. W nocy co chwilę się budziła. Zaczął się etap, którego zawsze unikała. Rozmyślanie. Przypomniała sobie widok Tomlinsona, stojącego koło jej mamy, przeszywającego ją wzrokiem. Wyglądał lepiej niż kiedyś. Zdecydowanie lepiej. Włosy ułożone w nieładzie, biały t-shirt i czarna marynarka idealnie pasowała do czarnych jeansów. Niby zwykle ubrany, a jednak nie. Widziała również ból w jego oczach. To ją zdziwiło.  Alisha przeklnęła w myślach. Nie chciała go widzieć. Nienawidziła go. Nienawidziła go całym swoim sercem. A teraz, stał sobie na środku pomieszczenia i ilustrował ją wzrokiem.
- Nosz pieprzona kurwa! - powiedziała na głos.
- Nie wiedziałam, że masz o mnie taką opinię - powiedziała Jane robiąc smutną minę, następnie weszła do środka.
- Co ty tu robisz?- spytała blondynka.
- Odwiedzam Cię bez zapowiedzi. Nie mogę? Podobno takie odwiedziny są najlepsze. Bo teraz w tych czasach, dzięki tej technologii i komórkom każdy do siebie dzwoni, umawia się... a tu przynajmniej masz zaskoczenie! - mówiła przyjaciółka siadając na krześle. 
- Wiem, ja Ci to powiedziałam - mruknęła Alisha, mocniej opatulając się kołdrą. Jane zauważyła w kącie sukienkę. Momentalnie jej oczy się powiększyły, a usta lekko otworzyły.
- Al... Mów! - powiedziała wskazując na ubranie.
- Nie ma o czym- wzruszyła ramionami.
- Chyba jest, skoro wyciągnęłaś z dna swojej szafy sukienkę, w której byłaś na balu z Tomlinsonem! - powiedziała radośnie. Alisha się wyprostowała. Nie lubiła tego wspominać.
- Mama ją znalazła. Kazała mi ubrać  coś ładnego i eleganckiego na wizytę u jej przyjaciół. Zmniejszyła ją i wcisnęła to na mnie szantażem - mruknęła.
- Coś się tam zadziało. Widać to po Tobie. No już gadaj!- mówiła Jane. Blondynka wiedziała, że ona nie da za wygraną. Wszystko musiała wiedzieć. Alisha w sumie tak samo, jednak ciekawość jej przyjaciółki była czasami straszna.
- Byliśmy u Tomlinsonów- powiedziała. Adams nie wiedziała co robić. Była jednocześnie zdziwiona i podekscytowana - Tak był Louis. Nie, nie rozmawiałam z nim - dodała, wyprzedzając pytania przyjaciółki.
- A...a..ale... ale... jak to? Czemu? - pytała.
- Jane. A ty co sobie myślisz? On mnie do cholery zostawił- warknęła.
- Alisha. Ja wiem. Ale może właśnie nadszedł ten czas, żeby pogadać? Nadrobić ten czas?
- Nie- warknęła- Nienawidzę go Jane- dodała wstając z łóżka. Wzięła pierwsze lepsze ubrania i skierowała się do łazienki.
*~~*~~*
- A może jemu na tym zależy?- spytała dziewczyna dopijając swojego shake'a.
- Nie wiesz co on czuje. Wątpię w to.  Jemu nie zależy. Na niczym- powiedziała stanowczo Green wyrzucając kubeczek po swoim.
- Minęło trochę...
- Ale nie wystarczająco - wzruszyła ramionami. Usłyszała głos otrzymanego sms-a. Jane wyciągnęła z kieszeni swój telefon.
- No nie! Muszę wracać do domu. Przepraszam Jane. Mała afera rodzinna. Widzimy się jutro - powiedziała machając blondynce. Alisha zrozumiała sytuacje. Odmachała przyjaciółce i skierowała się do domu. Za nią, ktoś wołał jej imię
-Ali! - usłyszała za plecami , jednak ona nie reagowała. Ciężko oddychała. Poczuła mocne szarpnięcie za rękę.
- Zostaw mnie do cholery!- krzyczała. Postać ją puściła, ale zatkała jej usta.
- Przestań krzyczeć, przez nic Ci nie zrobię - powiedział z uśmiechem chłopak w bluzie i okularach.
- Skąd mogę to wiedzieć? Może mnie zaciągniesz w jakieś krzaki, albo wykorzystasz seksualnie, ućpiesz i wyrzucisz gdzieś w las? - spytała dziewczyna opierając się o ścianę budynku i krzyżując dłonie na piersi.
- Moje fantazje seksualne z Tobą w roli głównej są bardziej przyjemne, kochanie - powiedział z cwaniackim uśmiechem, opierając swoją dłoń koło głowy Alishy.
- Ile razy mam Ci mówić, żebyś się pieprzył Tomlinson?- spytała.
- Tyle razy mówisz, a jeszcze ani razu od mojego przyjazdu, na fajne pykanko nie wpadłaś - powiedział robiąc smutną minę. Dziewczyna się zaśmiała.
- Jesteś chory - powiedziała odchodząc od niego.
- Ale i tak mnie kochasz - powiedział tarasując jej drogę.
- W twoich snach i moich koszmarach - puściła buziaczek w powietrzu i go wyminęła.
- Ali, poczekaj!- poprosił znów tarasując jej drogę.
- Jeszcze raz to zrobisz, a zacznę krzyczeć, że jest tu Tomlinson. Uwierz, będzie niezłe widowisko, bo dziewczyny z różnych miast przyjeżdżają tu tylko po to, żeby się uczyć w tej samej szkole co Louis Tomlison. Bleah.
- Nie udawaj, że Cię brzydzę kochanie - powiedział podnosząc brew.
- Brzydzisz. W każdym calu. W każdym, najmniejszym ułamku. Od stóp do głów. Zaczynając na charakterze, a kończąc na ostatnim włosku na twojej głowie. Wiesz dlaczego? Bo Cię nienawidzę - warknęła i go wyminęła.
- Pojedź ze mną.
-  Ja? Z Tobą? Gdzie niby? Nie ma mowy! Nie wsiądę z Tobą do samochodu - powiedziała kpiącym głosem.
*~~*~~*
- Zmieniłaś się - powiedział.
- Chyba - rzuciła - Nadal nie wierzę, że mnie tu zaciągnąłeś - dodała. Chłopak głośno westchnął. 
- Na prawdę mnie nienawidzisz? - spytał wyciągając z szuflady przy łóżku paczkę papierosów i wziął jednego.
- Yep - powiedziała kiwając raz głową.
- Widać, że jesteś inna. Moja Ali nie używa brzydkich słów i nigdy by nie powiedziała, że mnie nienawidzi- powiedział mocno się zaciągając.
- Twoja? Twoja? Nigdy nie byłam Twoja Tomlinson - powiedziała zeskakując z łóżka i zakładając bluzę. Nie wiedziała, że chłopak pali. Jednak nie poruszała tego tematu.
- A co się stało z : Twój na zawsze? Twoja na zawsze. Razem na zawsze?- spytał ponownie się zaciągając.
- No właśnie, co się stało? - spytała uważnie mu się przyglądając  - Jakbyś nie wiedział, ktoś wyjechał sobie, zostawiając grubą, zakompleksioną, ledwo dającą sobie radę z tymi pieprzonymi ludźmi w szkole dziewczynę. Ktoś zostawił ją, samą wśród tych wszystkich fałszywych mord z jedną, jedyną obietnicą - mówiła zła, stopniowo wzmacniając ton głosu - Której i tak nie dotrzymałeś - dodała. Każde poszczególne słowo wbijało w niego następne noże w plecy. Nienawidziła go. Nienawidziła tego wspominać. Nienawidziła o tym mówić. Zamilkli. 
- Co się z Tobą stało? Schudłaś, nabrałaś charekterku... Wyglądasz  jak chodzący trup, którego opętał diabeł.
- Pewien przyjaciel zostawił mnie samą 3 lata temu. Trzeba było sobie jakoś radzić - wzruszyła ramionami. Chłopaka to zabolało. 
- Przepraszam - powiedział. Dziewczyna zmarszczyła czoło.
- Przepraszam, za moją nieobecność Ali - powiedział patrząc jej w oczy.
- Trochę nie w porę - odpowiedziała cicho i zabierając plecak wyszła z pokoju  Tomlinsona. Założyła buty i otworzyła drzwi na zewnątrz.
- A kto mówił: Nigdy nie jest za późno, by powiedzieć przepraszam? - spytał cicho szatyn stojąc za plecami blondynki.
- Ta dziewczyna już dorosła i wie, że przepraszam, nie naprawi 3 najgorszych lat jej życia- odpowiedziała nawet się nie odwracając - Wracaj do Londynu Tomlinson- dodała i wyszła zakładając kaptur na głowę. Chłopak czuł się bezradny. Patrząc na dziewczynę idącą chodnikiem nie widział Alishy Green, którą znał. To był dla niego kompletnie inny człowiek. Widok wychudzonej Green bolał go bardziej niż cała sytuacja. Wiedział, że to przez niego i nie mógł sobie tego w tym momencie wybaczyć.
*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*

wtorek, 19 stycznia 2016

Chapter Second 'He came back'

Padało. Nie, nie padało. Lało. Przez okno z sali lekcyjnej Pana Edrick'a, Alisha nie widziała nic, prócz kropli deszczu i zarysów w oddali drzewa znajdującego się na dziedzińcu szkoły. Nie myślała, nie zastanawiała się, nie zadawała sobie w głowie pytań. Po prostu patrzyła przez okno. W drodze do szkoły poszła do parku i czekała na Jane. Jednakże nie zamieniły ze sobą ani słowa. Blondynka nie odezwała się do nikogo od ostatniej kłótni z przyjaciółką.
- Panno Green! - podskoczyła na dźwięk ostrego tonu Edricka - Co Panienka widzi takiego ciekawego w tym oknie?
- Na pewno więcej rzeczy niż na Pana lekcji.
- Proszę zostać po lekcji- warknął nauczyciel. Dziewczyna wywróciła oczami i kontynuowała swoją poprzednią czynność. Zadzwonił dzwonek. Blondynka zabrała torbę i podeszła do biurka profesora. Rzucił przed nią dużą, brązową kopertę.
- Co to? -spytała.
- Twoje materiały poprawkowe - odpowiedział - Liczymy nie Ciebie -dodał niechętnie.
- Taa... - odparła zabierając kopertę, następnie wyszła z sali. Lunch zjadła przy tym samym stoliku co zawsze, z Jane siedzącą obok. Nie odzywały się. Alisha jedynie kończąc swoją sałatkę rzuciła krótkie 'muszę już iść'. Krocząc korytarzem z ciekawości wyjęła kopertę z torby. Otworzyła ją i ujrzała plik kartek A4 połączonych ze sobą. Na pierwszej stronie widniał napis 'SCENARIUSZ'. Dziewczyna szybko przeglądała następne kartki. W pierwszej chwili pomyślała, iż Pan Edrick mógł się pomylić. Lecz dopiero po pewnej chwili domyśliła się o co chodzi.
- Scenariusz? - spytała donośnym tonem wchodząc na salę teatralną. Znajdowało się na niej dużo uczniów, którzy patrzyli na nią ze strachem, mierząc od stóp do głów, albo po prostu z obojętnością.
- Tak, dostałaś rolę - powiedział Pan Edrick poprawiając okulary - Dobrze, że przyszłaś, akurat zaczynaliśmy pierwsze zebranie całej grupy.
- Prosiłam o materiały, nie o głupi scenariusz - dodała rzucając przed nim papiery.
- To jest Twój materiał. Zagrasz, zaliczysz Green. Jak nie, widzimy się w sierpniu. Wtedy jak wiesz, nie będzie tak łatwo - powiedział cichszym tonem - Wybór należy do Ciebie - dodał. Dziewczyna głośno westchnęła. Nie chciała grać w przedstawieniu, które nie miało dla niej najmniejszego sensu. Nie chciała również psuć sobie wakacji, gdyż wiedziała jak ciężko jest zaliczyć poprawkę u profesora. Pragnęła jak najszybciej wynieść się z tej szkoły. Siadła na brzegu sceny i zaczęła kartkować scenariusz.
- Bardzo się cieszę, że się zgodziłaś - powiedział Pan Edrick.
- Jakoś w to wątpię- prychnęła dziewczyna.
- Nie popsujesz mi w końcu wakacji- odparł z wielkim uśmiechem.
- Nie zgadzam się! - krzyknęła jedna z dziewczyn znajdujących się na sali. Alisha dobrze znała ten głos. Meredith Anderson - Że niby ona ma zagrać główną rolę? Jak Pan sobie to wyobraża profesorze? Ona zrujnuje to przedstawienie!
- Nie gorzej niż rodzice zrujnowali Twoją twarz- prychnęła pod nosem Alisha, jednak na tyle głośno, żeby docinka doszła do uszu Meredith i połowy uczniów, u których wywołało to uśmiech na ustach.
- Nie pozwalaj sobie Green!
- Bo co mi zrobisz? Naślesz na mnie stado swoich różowych koleżanek i mnie przypudrują? Uuu... Boję się. Na prawdę. Jeżeli będą ze mnie chciały zrobić drugą Ciebie, to wole nie ryzykować. Ludzie raczej by nie chcieli oglądać drugiej tak zniszczonej mordy jak Twoja- mówiła spokojnym tonem niebieskooka dalej kartkując scenariusz.
- Profesorze! - krzyknęła zła Anderson.
- Green! Zachowuj się, to że dostałaś rolę, nie znaczy że od razu zdasz. W sztuce obowiązują zasady, których musisz się trzymać.
- Niech się Pan tak nie martwi. Będę tak mocno trzymała się tych zasad, jak tapeta na twarzy Meredith. Tylko, musi mnie ona najpierw nauczyć, ile kleju nakłada na jedną tonę swojego niedopasowanego fluidu - odpowiedziała z uśmiechem dziewczyna, następnie puszczając oczko profesorowi.
- Profesorze!- krzyknęła ponownie Meredith.
- Green!
- No już, już. Siedzę cicho - powiedziała unosząc ręce w geście obronnym.

*~*
Zamknęła drzwi wejściowe. Ściągnęła buty i udała się do kuchni. Przywitała się buziakiem w policzek z mamą i wzięła sobie banana do ręki.
- Jutro jesteśmy zaproszeni do mojej koleżanki w odwiedziny- powiedziała mama Alishy.
- Oh, o której mam być gotowa?- spytała obierając owoc i krojąc go do miski.
- Na szesnastą - odpowiedziała ze zdziwieniem Pani Green. Nie sądziła, że jej córka tak łatwo się zgodzi... I to jeszcze bez proszenia.
- Okay - rzuciła biorąc kawałek banana - dzisiaj wychodzę - dodała i przeszła z kuchni do salonu. Włączyła telewizor i przełączyła na pierwsze lepsze bajki.
- Gadający pies. Kot biegający w powietrzu, który spada dopiero jak ogarnie, że już nie ma ścieżki, zwierzęta malujące paznokcie... i się dziwić jak dzisiejsze dzieci mają być normalne... - powiedziała pod nosem dziewczyna.
- Ty też oglądałaś takie bajki - odezwała się jej rodzicielka.
- Na pewno były mądrzejsze, niż aktualne! Przecież mi na mózg tak nie siadło!
- Tak tak Alisha... - powiedziała ze śmiechem mama dziewczyny. Wbrew pozorom niebieskooka też się zaśmiała. Jednak szybko się opanowała. Jej kontakty z rodzicielką stały się bliższe, cieplejsze... normalne.
- Ja już będę wychodzić- rzuciła kierując się w stronę swojego pokoju. Zmieniła strój, na zwykłe getry i bluzę. Założyła buty sportowe i wyszła z domu. Włożyła słuchawki w uszy. Dźwięk ułożonej kiedyś przez nią playlistę do biegania, rozbrzmiał w całym jej ciele. Nim się obejrzała, już biegła w rytm muzyki.
- Uważaj jak jedziesz kutasie złamany!- krzyknęła, kiedy czarny Range Rover prawie jej nie przejechał. Kierowca wyciągnął  rękę i wystawił w jej stronę środkowy palec.
- O nie, nie ma mowy!- powiedziała do siebie dziewczyna  i zaczęła biec za samochodem. Dawała z siebie wszystko, pomimo, że jej kondycja nie była za dobra. Próbowała wyprzedzić samochód różnymi bocznymi ścieżkami, skrótami, lecz nie dała rady. Range rover zniknął jej z oczu. Głośno westchnęła, przeklnęła i zaczęła ciężko oddychać.
- Pieprzona kondycja - powiedziała pod nosem. Odpoczęła kilka minut i wróciła do domu powoli truchtając. Lubiła biegać, kochała! Ale kondycji nie miała żadnej.
Głośno oddychając weszła do domu. Trzasnęła drzwiami i osunęła się po ścianie.
- Dziecko coś ty robiła? - spytała rodzicielka.
- Bie... - głośny wdech - ...gałam- powiedziała blondynka.
- Od kiedy Ty biegasz? - spytała ze śmiechem.
- Od niedawna - odpowiedziała dziewczyna powoli uspakajając oddech.
- Idź się przebrać, zrobię ci coś do picia- powiedziała mama Alishy - Biegała - dodała pod nosem i się zaśmiała. Niebieskooka posłusznie poszła się przebrać. Następnie skierowała się do kuchni.
- Jutro wraca tata - usłyszała na wejściu. Momentalnie w jej głowie pojawiły się słowa wypowiedziane niedawno przez jej przyjaciółkę. 'On wraca. On wraca. On wraca.'
- On wraca - powiedziała pod nosem. 
- Tak. Jutro. Powinien być przed naszym wyjściem - dodała jej mama stawiając przed nią kubek z herbatą. Dziewczyna niechętnie wysłuchała wiadomości. Kolejna osoba, której szczególnie nie chce widzieć, wraca do miasta.
- Alisha... - usłyszała głos matki.
- Tak?
- To nasza najdłuższa rozmowa od..
- Od lat? - spytała dziewczyna biorąc łyk herbaty.
- Chce, żeby było tak częściej...- powiedziała cicho kobieta.
- Też wiele rzeczy chcę mamo. Dobranoc - odpowiedziała, dając buziaka w policzek rodzicielce. Wstać. Przeżyć. Spać. Zaliczono.
*~~*~~*
- Załóż coś bardziej eleganckiego - usłyszała głos matki.
- Co jest złego i nie eleganckiego w czarnych spodniach i marynarce?
- Załóż sukienkę. Będziesz o wiele lepiej wyglądać.
- Nie mam żadnej, przecież wiesz.
- Jak to nie? A ta?- spytała kobieta wyjmując z szafy śnieżnobiałą sukienkę.
-Nie- odpowiedziała ostro blondynka.
- Czemu? Nie miałaś jej na sobie już parę lat. Tylko się kurzy- powiedziała rodzicielka otrzepując sukienkę.
- Nie założę jej pod żadnym pozorem, choćbyś miała mnie przykuć do ściany i siłą mnie w nią wcisnąć - odpowiedziała dziewczyna.
Czterdzieści minut potem, jechała w aucie z rodzicami w sukience, którą jeszcze niedawno trzymała w rękach jej mama. Kobieta ma swoje sposoby, na manipulację ludźmi i szantaże. Szantażować własną córkę? 
- Nie puszcze Cię na przedstawienie! I będziesz się uczyć całe wakacje do poprawki! 
- Skąd o nim wiesz? - spytała zdziwiona dziewczyna.
- Dzwonił Twój nauczyciel. To jak?- spytała z uśmiechem kobieta, wymachując przed nastolatką wieszakiem. Dziewczyna głośno warknęła i wyrwała sukienkę z rąk rodzicielki. Ona natomiast się tylko uśmiechnęła. Nie obyło się również bez komentarzy, ze strony jej Ojca.
- A gdzie jest moja córka? - spytał poważnym tonem kiedy się przywitał z żoną i zobaczył Alishę stojącą w szpilkach.
- To nie jest zabawne - warknęła dziewczyna - Idę do samochodu- dodała. I tak o to takim sposobem dziewczyna siedziała zła na tylnym siedzeniu. Zaparkowali pod jednym z większych domów z ulicy, na której się znajdowali. Dziewczyna dopiero teraz wyjrzała przez okno. No nie... 
- Mamo! - warknęła zła Alisha - To jest dom...
- Tomlinson'ów, tak kochanie -skończyła za nią rodzicielka odpinając pas - No chodź, bo już jesteśmy spóźnieni- dodała.
- Ja nigdzie nie idę! - krzyknęła niebieskooka. Głos jej zaczął drżeć, ręce trząść, a ciśnienie gwałtownie wzrosło. Uspokój się Alisha. Spokojnie.
- Nie zachowuj się jak dziesięciolatka - powiedział jej Ojciec wywracając oczami - wychodź - dodał  otwierając tylne drzwi. Dziewczyna powoli wyszła z samochodu.
- Czemu mi nie powiedziałaś? - warknęła.
- Nie pytałaś - odpowiedziała jej rodzicielka - Chodź już- dodała biorąc ją za rękę i dosłownie ciągnąc pod drzwi. Serce młodej Green przyśpieszyło jeszcze bardziej. Poczuła, jakby chciało jej rozerwać żebra, wyskoczyć i pobiec na maraton. Dzwonek do drzwi. Dziewczyna schowała się za rodzicami. Nie wiedziała co ma robić. Uciec? A może umrzeć na miejscu?
- Jennifer, James! - usłyszała znajomy głos kobiety. Jej rodzice weszli do środka, została sama przed drzwiami.
- Alisha! - usłyszała ten sam przyjazny głos. I z planu nici. - Kiedy ja Cię widziałam! Lottie tak się ucieszy! - powiedziała Johanna mocno ją przytulając. Lottie. Nie powiedziała nic o nim. Może on nie wrócił. Weszła do środka ilustrując pomieszczenie. Nic się nie zmieniło od ostatniego razu. No, prócz może kwiatków w wazonach. Skierowała się do salonu gdzie znajdowali się już jej rodzice.
- Ali!- usłyszała ucieszony głos Lottie. Podeszła do Alishy i mocno ją przytuliła. Dziewczyna nie odwzajemniła uścisku. - Tęskniłam- dodała cicho. Dziewczyna odsunęła się od niej, co najwyraźniej się jej nie spodobało.
- Cześć Lottie - uśmiechnęła się blado. Nie miała ochoty z nią rozmawiać. Nie miała chęci przebywać w tym domu. Jedyne co ją pocieszało to fakt, że w pobliżu nie widziała Jego. Odetchnęła z ulgą.
Dziewczyna cały czas czuła się niezręcznie. Mało się odzywała, odpowiadała tylko grzecznie na zadawane jej pytania. Oczywiście na większość z nich skłamała. Stojąc wraz z Panem Tomlinson'em spostrzegła, że rodziców nie ma w pomieszczeniu.
- Państwo Green! Dobrze was widzieć - usłyszała głos, jednak był on na tyle niewyraźny, że nie mogła znaleźć jego posiadacza - James, tyle lat! Jennifer, jak zawsze piękna! -
dziewczyna przestała się przysłuchiwać i powróciła do pogawędki ze swoim rozmówcą.
- Tak jest tutaj - usłyszała już wyraźny głos swojej matki - Alisha, słonko patrz kto tu jest! - dodała z podekscytowanym głosem. Blondynka domyślała się kto to może być. Wciągnęła powoli powietrze następnie je ostrożnie wypuszczając. Odwróciła się. To on. On wrócił. Louis Tomlinson na prawdę wrócił.

*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~~*~~*~~*~~*~~*~~*
Rozdział drugi.
Jak wam się podoba?
Każda opinia się przyda.
Pozdrawiam Mordki!

wtorek, 12 stycznia 2016

Chapter First 'He comes back'

Jak na jesień była bardzo ładna pogoda. Dzień przed padało. Ale to jej nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Zdjęła buty, następnie skarpetki i zanurzyła gołe stopy w mokrą od deszczu trawę. Wciągnęła głęboko oddech. Tego jej było trzeba. Kontaktu z naturą, daleko od ludzi... no może nie tak bardzo daleko gdyż była w jednym z parków w Doncaster, ale rzadko kiedy widziała w nim kogoś, kto by działał jej na nerwy.
- Alisha, spóźnimy się! - zawołała niska brunetka. Jane Adams, przyjaciółka Alishy.
- No idę już! - odpowiedziała, zakładając w pośpiechu buty.
- Spóźnimy się, znowu. I to wszystko Twoja wina, bo sobie leżałeś na tej głupiej trawie.
- Mogłaś wyjść 15 minut temu, tak jak się umawialiśmy.
- Halo, widzisz to? - spytała Jane pokazując na siebie - to nie jest takie łatwe.
- Ubranie się, uczesanie i umalowanie? Ja się z takimi rzeczami potrafię wyrobić w 15 minut - odpowiedziała Alisha.
- Dlatego wyglądasz... jak wyglądasz - wzruszyła ramionami brunetka.
- Twierdzisz, że wyglądam źle?
- Nie, ale trochę więcej makijażu i bardziej kolorowe ciuchy by Ci nie zaszkodziły - odpowiedziała koleżanka wchodząc do budynku, zwanym szkołą. Oto była Alisha Green. Wysoka, chuda blondynka o niebiesko-szarych oczach. Dziewczyna, która wolała czarne rzeczy niż kolorowe spódnice, bluzki, sukienki. Dziewczyna, która wolała umalować same rzęsy niż siedzieć pół godziny w łazience nakładając fluid, puder czy robiąc kreski. Dziewczyna, której opinie innych zwisały koło tyłka, Dziewczyna która...
- Jak to mnie Pan nie przepuści?! - krzyknęła Alisha. ...nie zdaje. 
- Literatura, to jest ważny przedmiot moje dziecko. Nie pozwolę, żebyś przeszła dalej nie wiedząc o nim nic - odparł Pan Edrick. 
- W dupie mam Pana Literaturę. I tak mi się ona nigdy nie przyda w życiu - warknęła i wyszła z klasy trzaskając drzwiami. Kilka sekund potem rozbrzmiał dzwonek. Szła w stronę stołówki. Pod ścianą czekała na nią Jane.
- Nie zdajesz- powiedziała na wstępie.
- Skąd to wiesz? Dopiero co wyszłam z klasy- spytała ze zdziwieniem.
- Chodzisz z Meredith do klasy, już pół szkoły wie, że 'nasza kochana Alisha Green, obraziła pana Edricka wyzywając go od fiutów i uderzając go kolanem w penisa'.
- Co raz bardziej martwi mnie obieg informacji w tej szkole - odpowiedziała blondynka biorąc tackę.
- Nie wyzwałaś go od fiutów?
- Nie.
- To jak? Penisów? Skurwysynów? Złamanych kutasów?
- Nie Jane. Nazwałam go tylko dupkiem. I to w myślach. Nic mu nie powiedziałam, po prostu wyszłam z klasy przed dzwonkiem, to raczej nie zbrodnia - powiedziała płacąc za lunch- sałatka i woda. Dziewczyna odwróciła się i podeszła do jednego z wolnych stolików. Tuż za nią szła jej koleżanka. 
- Musisz się poprawić- powiedziała brunetka.
- Zdążę - odpowiedziała. Zapadła między nimi cisza. Co raz częściej pojawiały się takie momenty, w których Alisha nie miała ochoty na rozmawianie z ludźmi, a Jane chcąc, czy nie chcąc musiała to zaakceptować.
- Alisha... - zaczęła ostrożnie dziewczyna - widziałam się z Lottie.
- Uhm, fajnie -odpowiedziała niebieskooka biorąc kęs sałatki.
- On wraca - dopowiedziała cicho Adams. Plastikowy widelec w ręce Alishy momentalnie się złamał. Serce przyśpieszyło, tak samo i oddech. Lewą rękę zacisnęła w pięść. Uspokój się do cholery! - Chciałyśmy tylko, żebyś wiedziała- dodała.
- Chciałyście? - warknęła.
- Lottie za Tobą tęskni Al... na prawdę- powiedziała zbolałym głosem - To już za długo trwa. Nie możesz być taka ciągle.
- Owszem mogę do cholery! - krzyknęła rzucając pozostałości z plastikowego widelczyka. Wyszła ze stołówki. Była zła. Musiała jak najszybciej się uspokoić. Poszła na dwór i skierowała się za budynek.
- No proszę, kogo my tu widzimy! - zawołał z radością Mike - Alisha Green we własnej osobie, szaczun za tego fiuta młoda - powiedział wyciągając w jej kierunku dłoń. Dziewczyna przybiła 'żółwika'. Nie chciała tłumaczyć sytuacji.
- Potrzebuję fajki. Natychmiast - warknęła.
- Kto Ci zalazł pod skórę malutka?
- Fajka Mike. Masz czy nie?- spytała. Chłopak wyciągnął w jej kierunku paczkę papierosów. Wzięła jednego i odpaliła. Mocno się zaciągnęła.
- Miałaś chyba nie palić - powiedział chłopak odpalając swojego papierosa.
- Chyba - wzruszyła rękami dziewczyna.
- Intrygujesz mnie Green - powiedział z uśmiechem.
- Nie- odpowiedziała szybko.
- Nawet nie wiesz co chcę powiedzieć malutka - odparł z cwaniackim uśmieszkiem.
- Nie umówię się z Tobą - odparła.
- Skąd...
- Dwa miesiące się o to pytasz Mike - odpowiedziała, zaciągając się ostatni raz i wyrzucając peta.
- Nadal chyba jesteś mistrzynią w jak najszybszym spaleniu fajki.
- Chyba - wzruszyła ramionami i odeszła. Poczuła się lepiej. Nie miała zamiaru wracać do szkoły. Włożyła słuchawki w uszy i skierowała się do domu. Muzykę podgłosiła do granic możliwości. Chciała zabić chodzące po jej głowie dwa słowa. 'On wraca'. Nie mogła się ich pozbyć. Odbijały się one jak echo. Opanuj się Green. Zanim zrobisz coś głupiego. Opanuj się Green. W rekordowym czasie doszła do domu. Weszła do środka i poczuła zapach pieczonego kurczaka. Zdjęła buty i podążała za nim.
- Hej - powiedziała do mamy całując ją w policzek. Otworzyła lodówkę i wyciągnęła z niej sok pomarańczowy.
- Cześć słonko - odpowiedziała z uśmiechem rodzicielka. 
- Edrick chce mnie oblać- powiedziała biorąc łyk soku.
- Aż tak źle?
- Nie. Po prostu mnie nie lubi- wzruszyła ramionami - nie jem obiadu -dodała i udała się do swojego pokoju. To była ich chyba najdłuższa wymiana zdań od kilku dni. Weszła do pomieszczenia, wzięła potrzebne rzeczy i skierowała się do łazienki. Zrobiła wszystkie potrzebne czynności, następnie wróciła do pokoju i rzuciła się na łóżko. Wyłączyła telefon i poszła spać. Nie było jeszcze 18. Ale tak wyglądał jej dzień. Dzień z życia Alishy Green: Wstanie, przeżycie, spanie. Tego się trzymała.

~~*~~*~~
- Nie chciałam Cię zdenerwować- usłyszała głos nad sobą. Otworzyła oczy i zobaczyła Jane. Jak zwykle pojawiła się po czasie. Alisha zawsze w drodze do szkoły, szła do parku, czekała w tym samym miejsu na Jane, która codziennie się spóźniała - Przepraszam dodała.
-Ok - odparła i wstała z trawy. Całą drogę do szkoły szły w milczeniu. Alishy to nie przeszkadzało. Natomiast  Jane, wręcz odwrotnie. Chciała się odezwać, zacząć jakiś temat, lecz już zabrakło jej pomysłów.
-Nie wysilaj się - odezwała się Alisha.
- Słucham? - spytała rozkojarzona brunetka
- Całą drogę myślałaś o czym ze mną rozmawiać, nie wysilaj się - powiedziała wskazując palcem na szkołę - już jesteśmy. Widzimy się potem - dodała i przyśpieszyła tempo zostawiając rozkojarzoną Adams pod budynkiem. Brunetka nie miała już do niej siły. Musiała coś z nią zrobić.
Pod koniec lekcji blondynka dostała sms-a od przyjaciółki:

Jane: Pod salą teatralną !

Dziewczyna zablokowała telefon i zgodnie z rozkazem przyjaciółki udała się pod salę 100.
- Chodź!- zawołała radośnie Adams ciągnąc przyjaciółkę za sobą. Otworzyły drzwi prowadzące za kulisy sceny w sali teatralnej.
- Skoro to już wszyscy to... - usłyszały głos jakiejś Pani.
-Nie jeszcze nie!- krzyknęła brunetka wbiegając z Alishą na scenę. Blondynka nie wiedziała co się dzieje.
- A wy to...?- spytała ta sama Pani, którą słyszały wcześniej.
- Green? Alisha Green. Do diabła! On sam Cię tu przysłał? -spytał ze zdziwieniem siedzący w pierwszym rzędzie widowni Pan Edrick.
- Jeżeli diabłem można nazwać ją - przerwała wskazując palcem na brunetkę - to tak. Na prawdę nie wiem co się dzieje, ale ja stąd ide - powiedziała obojętnie dziewczyna.
- Nie!- krzyknęła Jane - to jest przesłuchanie Al. Do szkolnego musicalu na zakończenie roku.
- A co ja tu robię? - spytała, niebieskoooka podnosząc brew.
- Na litość boską, śpiewasz coś czy nie? - krzyknęła ta sama Pani co wcześniej.
- Śpiewać? Wykluczone - odpowiedziała ze śmiechem.
- Panie Edrick!- zawołała z błagalnym tonem Jane.
- Nie wierzyłem, że to się jej uda - powiedział cicho - Ale skoro śpiewasz tak dobrze, jak powiedziała mi to panienka Adams, to dostaniesz główną rolę w przedstawieniu - odparł. Dziewczyna wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Nie ma mowy. Nie rozumiem w ogóle czemu tu jestem, po co mnie tu ściągnęła Jane i jaki jest sens wystawiać na koniec roku sztukę, skoro i tak zaczyna się okres olewania przez uczniów szkoły. Spadam stąd - powiedziała i odwróciła się w stronę wyjścia.
- Zdasz - usłyszała.
- Słucham?
- Zdasz. Jeżeli dostaniesz główną rolę i ją co najważniejsze zagrasz... Nie obleję Cię - odpowiedział cicho Edrick. Najwyraźniej nie był za bardzo zadowolony z tego co mówi. Dziewczyna odwróciła się.
- Zdam?
- Jeżeli dostaniesz rolę- dziewczyna trochę się zastanawiała. Spojrzała na ucieszoną przyjaciółkę piorunującym wzrokiem i głośno westchnęła. Chciała zdać. Chciała się uwolnić od tej szkoły, tych ludzi, tych nauczycieli...
- Co mam zaśpiewać?- spytała rzucając torbę pod scenę.
- Co chcesz - odparł nauczyciel.
- Sweater! - zawołała Jane. Alisha ponownie spojrzała groźni na brunetkę.
- Śpiewaj już, nie mam całej wieczności dla Ciebie- powiedziała nauczycielka.
- Bo niby uwierzę, że ma Pani jakieś własne życie prywatne- prychnęła.
- Green!- zawołał Edrick - Zaczynaj.
Dziewczyna głośno westchnęła.

' All I am is the man,
I want the world in my hands
I hate the beach
But I stand
In California with my toes in the sand
Use the sleeves of my sweater
Let's have an adventure
Head in the clouds but my gravity's centered
Touch my neck and I'll touch yours
You in those little high-waisted shorts, oh

She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no' *

Spojrzała na Pana Edricka. Wyglądał na zdziwionego. Nigdy nie słyszał, aby Alisha Green, śpiewała, lub żeby wypadało z jej ust cokolwiek innego niż chamskie odzywki.
- Zdałam?- spytała.
- Musimy się naradzić - wydusił z siebie nauczyciel.
- Ta, jasne - prychnęła biorąc torbę. Dopiero teraz zauważyła, że na widowni siedziało kilkanaście osób. Zapewne każdy chciał dostać główną rolę. Przewróciła oczami - Po materiały poprawkowe przyjdę jutro - dodała i wyszła tymi samymi drzwiami, którymi weszła.
- Było cudownie- zawołała uradowana Jane - dostaniesz tą rolę- dodała i klasnęła w ręce.
- Co to w ogóle było? Zabierasz mnie na jakieś pieprzone przesłuchanie, wbrew mojej woli, planujesz nie wiadomo co z profesorem Edrickiem i... i... i jeszcze nie wiem co!
- I ratuje ci twój cholernie płaski tyłek! Muszę coś zrobić z Twoim życiem. Nie pozwolę, żebyś kiblowała i dalej prowadziła taki tryb życia.
- Moje życie jest cholernie dobre wiesz? Jest lepsze niż kiedykolwiek było, a Tobie nic do tego. Sama bym sobie poradziła!- krzyknęła zła blondynka. Znajdowały się na dziedzińcu przed szkołą. Nie było wielu uczniów, lecz wystarczająco, żeby plotka o tym, co się dzieje następnego dnia była najnowszą nowinką.

- Lepsze niż kiedykolwiek było? Czy ty się w ogóle słyszysz? Dziewczyno, ty nie jesteś już nawet sobą! Schudłaś z 30 kilo, wyglądasz jak trup, nie ma w tobie nic z radości, nic z życia. Twoje dni dzielą się na trzy etapy, nawet głupia terapia Ci nie pomogła!- wybuchła Adams.
-Muszę iść- powiedziała cicho Alisha. Odwróciła się na pięcie i odeszła szybkim krokiem. Nie poddała się, wręcz przeciwnie. Nie chciała wybuchnąć, nie chciała awantury, nie mogła stracić kontroli. Z zaciśniętymi pięściami szła do domu. Szła... biegła. Biegła ile sił w nogach. Byle tylko odreagować.

*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*
Pierwszy za mną! Mam nadzieje, że się spodoba. Pierwszy rozdział może wydać się dziwny. O to chodzi. Wszystko wyjaśni się niebawem! Liczę na wasze oceny.
Miłego wieczoru mordki !

* The Neighbourhood - Sweater Weather